Wielki Test Winobraniowych Trunków - WYNIKI!

Dzisiaj specjalnie dla Was przeprowadziliśmy test win, dostępnych podczas Winobrania. Celem naszych badań było porównanie smaku, wyglądu i ceny oficjalnego wina Dni Zielonej Góry z innymi. Wśród naszych typów nie mogło zabraknąć oczywiście win z lubuskich winnic, które – od razu informujemy – wybraliśmy całkowicie losowo i przez przypadek. Sprawdziliśmy też, czy ceny, jakie proponują władze miasta oraz właściciele winnic, nie są zbyt wygórowane, a może zaniżone? Z tego powodu musieliśmy też sprawdzić, jak na tle wymienionych trunków, wypada najzwyklejsze wino, które dostaniemy w każdym sklepie.

Testowi poddaliśmy:

  • Winobraniowe wino, cena 29 zł, rocznik 2012 – Przypomnijmy, że jest to włoskie, wytrawne wino z regionu Abruzzo. My zdecydowaliśmy się na różowe, a w sprzedaży jest jeszcze białe i czerwone;

  • Czerwone, wytrawne wino z Winnicy Miłosz, cena 58 zł, rocznik: nieznany, ale podejrzewamy, że nie starszy, niż 2011;

  • Krucze Noir Aromatico z Winnicy Kruczej, cena 30 zł, rocznik 2011;

  • Czerwone Carlo Rossi, cena 16,95 zł, rocznik: nieznany, prawdopodobnie nie starszy, niż 2013...


Nasza grupa „amatorów wina” składa się z czterech osób: Moniki, Ani, Natalii i Adriana, czyli osób całkowicie przypadkowych i przeciętnych, które mają za sobą liczne przypadki spożycia wina przy okazji różnego rodzaju imprez...

Należy również nadmienić, że wszystkie wina piliśmy z plastikowych kubeczków – jak przystało na Winobranie, starając się uniknąć wszelkich sugestii, jakie na temat testowanych trunków mogłaby nam przywieźć jego bardziej estetyczna oprawa.

A oto nasze spostrzeżenia. Ciekawi jesteśmy, czy się z nami zgodzicie...


Oficjalny trunek Winobrania

Winobraniowe wino podpadło nam już na samym początku. Powód: bardzo twardy, wykonany ze sztucznego tworzywa korek! Nasz korkociąg niemal nie podołał zadaniu. Na szczęście silne ręce Adriana poradziły sobie z nim po pewnych zmaganiach...

Zaczęliśmy oczywiście od zapachu. Niestety musieliśmy zgodnie stwierdzić, że aromat winobraniowego wina niczym szczególnym się nie wyróżnia i kojarzy nam się raczej z zapachem każdego innego trunku, jakie mieliśmy okazję próbować w życiu. Pierwsze łyki pozostawiły cierpki i kwaśny posmak w naszych ustach. Kolejne podejście było już nieco inne – udało nam się doszukać jego pozytywnych stron. Wino okazało się lekkie i smaczne i wszyscy zgodziliśmy się ze zdaniem Ani, że jak na wytrawne – nie jest złe!


Trochę historii...

O lubuskich winach mówiło się niegdyś wiele złego... Że nie wolno ich wylewać, bo wypalą dziurę w stole albo że było kiedyś podawane ofiarom tortur, żeby uczynić ich męki jeszcze gorszymi... My staraliśmy się zachować otwarty umysł. Nawet po przeczytaniu kilku prawdziwych opinii, które znaleźliśmy na portalu Regiopedia.pl. Dowiedzieliśmy się z niego na przykład, że pewien kronikarz, Joachim Cereus, w 1571 roku tak oto opisał nasze winnice: "W mieście znajdują się liczne ogrody i winnice, z których powstaje dość mierne wino". Natomiast król Prus, Fryderyk II, po spróbowanie naszego dobra regionalnego powiedział: "Tak, z pewnością, może jest ono i dobre, ale tylko dla tych, którzy nie muszą go pić". Suchej nitki na zielonogórskim winie nie pozostawił także Gottlieb Kopisch, śląski poeta ludowy, który sklecił takie oto zdanie: "Aby owe wino pić, zielonogórzaninem trzeba być!".

No cóż, ponieważ czujemy się Zielonogórzaninami, a przytoczone cytaty pochodzą sprzed kilku wieków, uznaliśmy, że nie ma co się nimi przejmować. Na pierwszy ogień poszło więc wino z Winnicy Miłosz...


Wino z winnicy Miłosz

To najdroższy trunek na naszej liście. Urzekł nas bardzo ładną butelką i etykietą. Zapakowany był ponadto w elegancki kartonik, który spokojnie mógł służyć za opakowanie wina, gdybyśmy chcieli je komuś sprezentować.

Zapach okazał się bardziej delikatny, niż w przypadku poprzedniego wina – a przynajmniej tak uznała żeńska część naszego zespołu. Osamotniony w swojej opinii Adrian stwierdził, że zapach jest kiepski. Nie przekonał go także smak. I tutaj zgodziły się z nim również dziewczyny. Wino jest cierpkie i dosyć ciężkie, z dymnym posmakiem, który przywodzi na myśl drewno. Oczywiście, tylko prawdziwy koneser jest w stanie ocenić, czy to wada, czy jednak zaleta wina. Nam, zwykłym amatorom i winopijcom, ten trunek nie przypadł szczególnie do gustu. Nie skreślamy go jednak. Naszym zdaniem jeden kieliszek do posiłku byłby idealny.


Wino z Winnicy Kruczej

Z wszystkich testowanych win, to niestety otrzymało naszą najniższą notę. Na samym początku nie mogliśmy rozszyfrować, co kryje się w jego zapachu i w jakimś stopniu aromat ten nas urzekł. Spodobał nam się nawet kolor. Jednak smak okazał się zbyt intensywny i – jak określił to Adrian - „masakrycznie kwaśny”. Monika doszukała się również gorzkiego posmaku na jej delikatnych kubkach smakowych. Zatem, wino dla nas na razie na ostatnim miejscu, ale z pewnością nie można mu odmówić bogatego aromatu. Być może zasmakuje osobom, lubującym się w trunkach o wyrazistym, głębokim smaku.


Carlo Rossi

Najtańsze wino na naszej liście okazało się... porównywalne z winobraniowym. Nawet w kwestii korka, który również wykonany był ze sztucznego tworzywa, z tą różnicą, że nasz korkociąg poradził sobie z nim bez większych problemów.

Zapach wina wydał nam się lekki, nie natrętny, chociaż nie byliśmy w stanie już doszukać się takiej głębi, jak w poprzednim. Smak, który dla Ani okazał się zbyt mocny, dla pozostałych testujących był bardzo przyjemny. Monika stanowczo oznajmiła, że nie pozostawia goryczy, w zapachu wyczuła nawet porzeczkę. Adrian natomiast uznał to wino za najlepsze ze wszystkich.


Podsumowując...

Jako zespół samozwańczych ekspertów do spraw testowania wina, zgodnie uznaliśmy, że trzecie miejsce zdecydowanie należy do wina z Winnicy Kruczej. Na drugim miejscu umieściliśmy trunek Winnicy Miłosz. Nasze pierwsze miejsce zajęły natomiast – ex aequo – Carlo Rossi i włoskie wino Winobraniowe!

I zastanawia nas tylko jedna rzecz... Skoro różnica w cenie wynosi prawie 50 %, to czy warto przepłacać...?