Co z tym Winobraniem?

Dokładnie 160. lat temu władze miejskie miasta Grünberg ustaliły termin Winobrania na wrzesień. Tegoroczne Święto Wina będzie niejako jubileuszowym. Ale czy kogokolwiek to interesuje? Ktokolwiek wziął to pod uwagę? Zostawiając nieco z boku huraoptymistyczne artykuły, zapowiadające „największe święto wina w Polsce”, przyjrzyjmy się tej imprezie nieco krytycznym okiem.

Wielkie oczekiwanie a fajerwerków brak
Szczegółowy program Winobrania 2012 został opublikowany na oficjalnej stronie imprezy 29 sierpnia. Zarówno mieszkańcy województwa lubuskiego, jak i miłośnicy wina z innych rejonów Polski z niecierpliwością oczekiwali, aż w końcu pojawi się plan „największego święta wina w Polsce”. Mimo że terminy są ustalone aż do 2014 roku - jak czytamy na stronie internetowej Zielonej Góry. Czasu było sporo.

Teraz mieszkańcy miasta oczekują aż - jak zapowiedzieli organizatorzy na konferencji prasowej - program w wersji papierowej trafi do ich skrzynek pocztowych. Może się zdarzyć, że będzie to już po Winobraniu, gdyż to nie lada wyzwanie wydrukować i roznieść 50 tysięcy egzemplarzy programu. Już w 2010 r. mieliśmy do czynienia z podobną sytuacją, kiedy specjalne winobraniowe foldery z przedwojenną mapą Winnego Grodu zostały rozdane mieszkańcom po zakończeniu imprezy. Jeszcze dziś można o nie poprosić w Informacji Turystycznej, tylko są już nieco nieaktualne.

Zła wiadomość dla gości zza granicy - nie tylko tej najbliższej. Program owszem jest, ale tylko i wyłącznie w polskiej wersji językowej. Miasto, które tak bardzo chwali się współpracą z niemieckimi sąsiadami, po raz kolejny zapomniało o obcokrajowcach. Bardzo patriotycznie, ale niestety mało gościnnie i zachęcająco. Program minionego Lata Muz Wszelakich został przetłumaczony na język niemiecki, a także angielski - dlaczego nie można było zrobić tego z winobraniowymi ulotkami?

Co do treści Winobrania - po prostu brak słów. Wystarczy poczytać komentarze na portalach społecznościowych, które mówią same za siebie. Podczas „największego święta wina w Polsce”, w stolicy krajowego winiarstwa, na terenie polskiej Toskanii Miasteczko Winiarskie zaprasza jedynie do siedmiu winnic? Polecamy również porównać zeszłoroczny program z tegorocznym - znajdziemy niewiele różnic. Serdeczne podziękowania należą się Muzeum Ziemi Lubuskiej oraz BWA - gdyby nie czasowe wystawy zorganizowane w tych instytucjach, plan byłby o 50% krótszy.

Billboardy? Jakie billboardy?!
Od 16 sierpnia trwa podobno wielka akcja billboardowa, obejmująca swoim zasięgiem zachodnią Polskę. Każdy mieszkaniec obszaru od Szczecina po Jelenią Górę miał dowiedzieć się o zielonogórskim święcie wina z 70 pięknych billboardów, city lights i reklam w centrach handlowych - łącznie 100 obrazków w różnej formie. Czy tak faktycznie jest, ciężko powiedzieć, bo do dzisiaj nie słyszeliśmy, żeby ktokolwiek, gdziekolwiek zobaczył choćby najmniejszy plakacik - we Wrocławiu przynajmniej.

Z drugiej strony może to nawet lepiej, że to „reklamowanie” tak mało widoczne, biorąc pod uwagę fakt, iż na plakatach rozklejonych w Zielonej Górze są... błędy! Wspaniale wydane pieniądze na doskonale nietrafioną i zepsutą akcję promocyjną. Zawsze można to wykorzystać, prowadząc szkolenia dla organizatorów dużych imprez pt.: Jak wydać pieniądze bez sensu?

Zupełna dezorientacja
Organizatorzy wychwalają wciąż nową szatę graficzną tegorocznego Winobrania oraz najdorodniejszy owoc organizacji - oficjalną stronę internetową. Szkoda jedynie, że jest ona tak mało aktualna i korzystający z niej wpadają w zupełną dezorientację. Trudno z niej wyczytać jakiekolwiek konkretne informacje, rozpoznać kto za co jest odpowiedzialny. Grafiki wspaniałe Drodzy Państwo, najmniej istotne jednak dla kogoś z Warszawy, kto chętnie przyjechałby na tydzień do Winnego Grodu i poszukuje noclegu, wiadomości na temat połączeń, programu imprezy.

Gorzka prawda, ale prawda
Słowackie wino, błędy na plakatach, program imprezy na ostatnią chwilę, siedem winnic w Miasteczku Winiarskim. Chyba nie tak to powinno wyglądać. Winobranie jako sztandarowa impreza nie tylko Zielonej Góry, ale całego województwa, która promuje wizerunek Ziemi Lubuskiej jako Polskiej Toskanii powinno wyglądać nieco inaczej. Przede wszystkim dlatego, że szkoda wieloletniej pracy i działań lubuskich winiarzy dążących do odbudowy winiarskiej infrastruktury w naszym regionie.

Bylejakość, objawiająca się na każdym kroku, to jawne lekceważenie tradycji winiarskich naszego regionu, a także mieszkańców oraz przybywających tutaj turystów. Dlatego w przeddzień „największego święta wina w Polsce” należy zadać sobie pytanie, co stało się z zielonogórskim Winobraniem i co się z nim stanie w następnych latach? Być może czas, aby zmęczeni organizatorzy odeszli na zasłużoną emeryturę a ich miejsce zajął ktoś inny, być może bardziej kompetentny, odpowiedzialny?